Święci Karmelu

Służąc Mu poprzez ubogich

List Przeora Generalnego

O. FERNANDO MILLÁNA ROMERALA

do Rodziny Karmelitańskiej

z okazji beatyfikacji

matki Candelarii od św. Józefa

16 lipca 2008

Uroczystość NMP z Góry Karmel

Wprowadzenie

27 kwietnia 2008 roku w Caracas miała miejsce ceremonia beatyfikacji matki Candelarii, założycielki Sióstr Karmelitańskich od Matki Candelarii, znanej również jako „Wenezuelskie Siostry Karmelitanki”. W uroczystości przewodniczył kard. Saraiva Martins. Ponad pięćdziesięciotysięczny tłum ludzi uczestniczących we mszy św. jest nie tylko świadectwem wielkiego szacunku i popularności matki Candelarii, ale także czytelnym znakiem mówiącym o ofiarności i duchu ewangelicznym z jakimi matka Candelaria służyła ludziom, szczególnie tym najbardziej potrzebującym.

W miesiącach poprzedzających tą beatyfikację pojawiło się bardzo wiele publikacji książkowych ukazujących z różnych pespektyw zarówno biografię błogosławionej jak i jej duchową sylwetkę. W tym zaadresowanym do całej Karmelitańskiej Rodziny liście nie będę starał się ponownie przedstawić postaci matki Candelarii, lecz raczej podkreślić niektóre cechy jej osobowości i duchowości, które mogą służyć nam karmelitom jako bodziec pomagający przeżywać w całej pełni nas charyzmat. Na początku bardzo krótko podkreślimy niektóre kluczowe wydarzenia z jej życia, później natomiast zajmiemy się pięcioma tematami, które uznaliśmy za najważniejsze dla zrozumienia duchowego przesłania, które ta zakonnica ma do zaofiarowania karmelitom XXI wieku.

1. Profil biograficzny i duchowy.

Zuzanna Paz Castillo urodziła się 11 sierpnia 1863 roku w Altagracia de Orituco (stan Guárico, Wenezuela). Pochodziła z ubogiej aczkolwiek szanowanej i pobożnej rodziny. Ze strony swojego ojca była spokrewniona z Szymonem Bolivarem, wyzwolicielem i bohaterem narodowym Wenezueli. Zuzanna otrzymała bardzo staranne wykształcenie oraz formację duchową, które stanowić będą podwaliny całego jej życia. Niemalże jako zapowiedź błogosławieństwa jakim matka Candelaria obdarzy Kościół wenezuelski, w tym samym roku, w którym urodziła się Zuzanna, została powołana do życia diecezja Calabozo, do której należy Altagracia de Orituco.

W 1870 roku zmarł jej ojciec co przyczyniło się do pogorszenia sytuacji materialnej jej rodziny. Kilka lat później, w 1887 roku, zmarła jej matka. Młoda Zuzanna przyjęła na siebie pełnienie obowiązków głowy rodziny pomagając również uboższym krewnym. Ta trudna sytuacja nie stała się przeszkodą uniemożliwiającą jej poświęcenia swojego życia biednym i chorym, wręcz przeciwnie, Zuzanna uświadamiała sobie, że ma powołanie. Pomimo tego, że na początku było ono nieokreślone, już odznaczało się skłonnością do poświęcenia dla najbardziej potrzebujących.

Niemal równolegle rozwijała się jej pobożność eucharystyczna czego dowodem może być fakt, że już jako mała dziewczynka dbała, aby lampka przy tabernakulum w jej kościele parafialnym była zawsze zapalona. Jak to było wówczas w zwyczaju w wieku 16 lat Zuzanna przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. W 1897 roku powierzono jej funkcję „strażniczki”, która miała za zadanie opiekowanie się Najświętszym Sakramentem w kościele parafialnym w jej miejscowości.

W tym samym czasie napięcie na łonie społeczności wenezuelskiej nieustannie się powiększało. Druga połowa XIX wieku naznaczona była rewolucjami, dyktaturami, kontr-rewolucjami, wygnaniem licznych zakonów i kongregacji zakonnych, zamykaniem seminariów, a nawet próbą stworzenia przez dyktatora Guzmana Blanco narodowego kościoła wenezuelskiego odseparowanego od Rzymu. Te niepokoje społeczne będą powtarzać się w Wenezueli również w XX wieku. W 1901 roku Wenezuela przeżyła tzw. „rewolucję liberalną”, która zebrała krwawe żniwo w stanie Guárico, do którego należał okręg Altagracia de Orituco. Spowodowała ona wzrost liczby zabitych, ofiar i inwalidów, znaczny wzrost ubóstwa i społecznego niezadowolenia. W tych okolicznościach Zuzanna poczuła się powołana do pomocy najbardziej potrzebującym.

W 1903 roku inne wydarzenie miało znaczny wpływ na życie Zuzanny. 17 lutego tego roku ks. Sixto Rosa przyjechał do jej miasta, aby objąć pieczę nad parafią, do której należała. Zmienił on na tym stanowisku ks. Alberto Gonzáleza, który pracował w tej parafii od 1879 roku. Ks. González, człowiek wielu talentów, który piastował wiele ważnych funkcji w Caracas, miał do tego czasu wielkich wpływ na duchowy rozwój Zuzanny. Jednakże, od momentu przyjazdu ks. Sixto Rosa do jej rodzinnej parafii, to on będzie dbał o życie wewnętrzne przyszłej matki Candelarii. Już od samego początku wykształciła się swoistego rodzaju duchowa łączność pomiędzy tymi dwoma nietuzinkowymi osobami, która zaowocowała coraz wyraźniejszym rozpoznawaniem misji powierzonej im obu przez Boga.

Krótko po przybyciu do Altagracia, ks. Sixto miał okazję poznać straszliwą rzeczywistość, w której przyszło żyć ludziom w tej części Wenezueli, spowodowaną przez rewolucję. Pośrodku tej rzeczywistości znalazł młodą kobietę, która była zdecydowana nieść pomoc humanitarną. Razem z grupą osób, którą dzisiaj nazwalibyśmy grupą „zaangażowanych świeckich”, założył szpital św. Antoniego i, jak można się spodziewać, ustanowił Zuzannę jego kierowniczką. Towarzyszyła jej grupa kobiet, która podobnie jak ona zadedykowała swoje życie służbie ubogim, i która już wtedy przeczuwała jej powołanie do życia zakonnego, chociaż jeszcze nie wiedziała jaką formę to powołanie obierze. Również i ludzie, którzy niezmiernie cenili sobie pracę tych kobiet, nazywali je „siostrami”.

Rezultatem tej aktywności było ustanowienie Kongregacji Sióstr Ubogich z Altagracia, która nabrała kształtów w 1906 roku. Zuzanna przybrała imię Candelarii od św. Józefa. Przez cztery lata ta nowa instytucja szukała dróg kanonicznego skonsolidowania, czego dowodem może być zaadaptowanie Konstytucji Zgromadzenia Sióstr ubogich z Maiquitía, która już wtedy było kongregacją kanonicznie uformowaną. 

Z upływem czasu nowa „kongregacja” rosła w liczbę stawiając sobie nowe zadania i zakładając nowe fundacje. W Altagracji siostry ufundowały instytucję zwaną „kroplą mleka”, aby pomóc sierotom, których nie brakowało w całym kraju. Ponadto siostry otrzymywały bardzo wiele próśb od ludzi, którzy chcieli, aby zaopiekowały się szpitalami i różnymi ośrodkami pomocy dla ubogich i inwalidów.

W 1914 roku ks. Sixto Sosa został mianowany pierwszym administratorem apostolskim diecezji w Guarana, a rok później – biskupem Claudiópolis. Te zdarzenia okażą się bardzo ważne dla losów tej nowej kongregacji.

W tym czasie życie kongregacji założonej przez matkę Candelarię będzie naznaczone przez dwa czynniki: z jednej strony wzrost liczebny oraz rozszerzanie się kongregacji szczególnie we wschodniej Wenezueli, z drugiej zaś strony próby jej kanonicznej konsolidacji oraz poszukiwanie dróg włączenia jej do któregoś z istniejących już instytutów. Chociaż sukces pierwszego z tych zadań wydawał się ewidentny, co pokazywał wzrost powołań do tego instytutu oraz związane z tym prośby o pomoc napływające z wielu miejsc kraju, to jednak drugie zadanie o mało co nie zakończyło się niepowodzeniem, co miałoby katastrofalne skutki dla tego instytutu. Zarówno bp. Sixto jak i matka Candelaria wielokrotnie próbowali włączyć siostry do jakiegoś istniejącego wtedy zgromadzenia. Okazało się jednak rzeczą bardzo trudną dla tej młodej i niedoświadczonej kongregacji, która nie miała żadnych własności materialnych (nie wolno nam zapomnieć, że siostry utrzymywały się z ofiar zbieranych w różnych częściach kraju) i która podjęła się wykonywania bardzo trudnych i wymagających prac, znaleźć takie zgromadzenia, które by je adoptowały z ich trudnym charyzmatem.

Wiele trudności tego rodzaju zostało już przestudiowanych przez biografów matki Candelarii, dlatego też nie będę o nich wspominał. Dnia 12 października 1921 roku bp. Sixto Rosa poświęcił schronisko dla bezdomnych w Porlamar (wyspa Margarita). Schronisko to, w którym będą później pracować siostry matki Candelarii, zostanie w przyszłości nazwane Szpitalem im. Luisa Ortegi. W tym samym czasie Karmelici z Prowincji Aragowalentyńskiej, którzy wcześniej założyli kilka klasztorów w Puerto Rico, w 1922 roku przybyli na wyspę Margaritę oraz przejęli opiekę duszpasterską nad parafią San Nicolás de Bari. Ojciec prowincjał Eliás María Sendra nawiązał kontakt z bp. Sixto Sosa, który życzliwie zgodził się sprowadzić karmelitów do Porlamar. Wydarzenie to miało olbrzymie znaczenia dla dzieła matki Candelarii.

Już od początków karmelitańskiej obecności w Wenezueli siostry znalazły w nich oparcie, kierownictwo duchowe i ochronę. Nuncjusz apostolski Filippo Cortesi upierał się aby siostry matki Candelarii zostały inkorporowane do sióstr karmelitańskich, które o. Sendra zamierzał sprowadzić z Hiszpanii do Wenezueli do pomocy w prowadzeniu misji. Ojciec Sendra popierał tą inicjatywę, jednakże negocjacje zakończyły się niepowodzeniem, gdyż hiszpańskie siostry z różnych przyczyn nie mogły przybyć do Wenezueli.

Rozważano również pomysł włączenia Sióstr Biednych z Orituco (tak nazywano wtedy siostry matki Candelarii) do Zakonu Karmelitańskiego. Nuncjusz apostolski mając na uwadze ich sposób życia, odmówił im zatwierdzenia kanonicznego i w związku z tym inkorporacja do innego zgromadzenia była dla nich jedynym możliwym rozwiązaniem. Należy na tym miejscu wspomnieć, że Kodeks Kanoniczny z 1917 roku również nie faworyzował zakładania nowych instytucji lub też zgromadzeń zakonnych. Dnia 1 stycznia 1925 roku matka Candelaria napisał list zaadresowany do bp. Sixto Sosa sprawującego już wtedy pieczę nad diecezją Cumaná, szukając jego poparcia i zatwierdzenia tego projektu. Biskup Sosa był bardzo przychylny temu pomysłowi i przedłożył petycję generałowi Zakonu, którym był wtedy o. Elias Magennis. Petycji tej towarzyszył list rekomendacyjny napisany przez o. Sendra. Trzy miesiące później został wysłany z Rzymu dekret afiliacyjny podpisany przez o. generała 25 marca 1925 roku. 26 lipca następnego roku matka Candelaria otrzymała z rąk o. Sendra habit karmelitański. Był to koniec bardzo długiego procesu i początek karmelitańskiego życia kongregacji. Po tym wydarzeniu nastąpił cały szereg ceremonii obłóczyn, profesji i przyjęć do nowicjatu.

Pomimo pogarszającego się stanu zdrowia matka Candelaria w dalszym ciągu poświęcała się całkowicie różnym formą posługi. Fundowała nowe szpitale, opiekowała się chorymi siostrami, wizytowała nowicjat (który od 1933 roku został przeniesiony do Cumaná), wędrowała po różnych drogach i wioskach szukając funduszy dla nowych fundacji, otworzyła małą szkołę dla dziewcząt z rodzin ubogich w Altagracia de Orituco, jej rodzinnej miejscowości, prowadziła wiele różnych negocjacji dla dobra swojej kongregacji… Matka Candelaria była obdarzona specjalnym instynktem, dzięki któremu była w stanie rozpoznać najpilniejsze potrzeby ludzkie i wyjść im z pomocą. Dlatego też kiedy w styczniu 1929 roku trzęsienie ziemi spustoszyło miasto Cumaná powodując śmierć i straszliwe spustoszenia, matka Candelaria nie wahała się ani na chwilę spiesząc z pomocą poszkodowanym, opiekując się chorymi, opatrując rany i organizując szpital polowy. Podobnie w obliczu epidemii ospy, która nastąpiła po trzęsieniu ziemi, matka Candelaria nie porzuciła zainfekowanych tą chorobą ludzi (którzy mieszkali razem w dużym domu na przedmieściach miasta, aby nie spowodować większej liczby zakażeń) odwiedzając ich często, oraz starającąc się im pomóc na tysiąc sposobów.

Na tym miejscu wspomnieć należy, że ta nowa kongregacja podobnie jak i wszystkie inne nowe instytucje życia konsekrowanego musiała również spełnić pewne wymogi kanoniczne. Z tego właśnie względu w styczniu 1937 roku matka Candelaria wysłała pismo powołujące kapitułę generalną na 11 kwietnia tego samego roku. Rezultatem tej pierwszej kapituły generalnej, której przewodniczył bp. Sixto Sosa, był wybór siostry Luizy Teresy od Dzieciątka Jezus na przełożoną generalną tego zgromadzenia, oraz zatwierdzenie konstytucji zakonnych, które przysłały im Siostry Karmelitańskie z Orihuela z Hiszpanii. W tym okresie nowa kongregacja liczyła 45 sióstr mieszkających w 9 domach.

Według relacji naocznego świadka, matka Candelaria, pokornie pocałowała szkaplerz nowo-wybranej przełożonej generalnej oraz okazała jej wdzięczność za to, że zwolniła ją z wypełniania tej trudnej misji. Powodem dla którego matka Candelaria nie chciała pełnić żadnych odpowiedzialnych funkcji był przede wszystkim jej zły stan zdrowia, który pogarszał się z powodu wykonywania licznych zadań oraz poświęcenia służbie chorym. Wkrótce po zakończeniu kapituły matka Candelaria wysłała do swoich sióstr list, w którym prosiła je, aby wspierały nową przełożoną. Pomimo jej choroby, kongregacja poprosiła ją, aby przyjęła funkcję mistrzyni nowicjatu. Matka Candelaria nie pełniła długo tej funkcji, gdyż w pierwszych miesiącach 1939 roku przeżyła ostry atak artretyzmu, który spowodował, że ostanie miesiące jej życia spędziła przykuta do łóżka. Pomimo cierpienia matka Candelaria dała piękne świadectwo chrześcijańskich cnót a także okazała pewne poczucie humoru tak bardzo właściwe dla szlachetnych dusz. Pewnego dnia, kiedy jej siostry zapytały ją czy bardzo cierpi odpowiedziała: Gdybym skarżyła się na ból, nikt w całym domu nie mógłby spać… Jej choroba spowodowała, że mogła ona jedynie uczestniczyć w niektórych aktach życia wspólnotowego siedząc głównie na łóżku inwalidzkim. Biskup Sixto Sosa, niedawno co powróciwszy z podróży po Europie, przywiózł jej w prezencie krzyż. Obejmowała go (w dosłownym i przenośnym sensie) aż do ostatnich chwil jej życia. Dnia 31 stycznia 1940 roku oddała życie Bogu mówiąc: Jezu, Jezu … zwyciężyłam. W ten sposób dziękowała ona Bogu za dar wytrwałości i wierności jej powołaniu, które otrzymała od Niego, aby służyć ludziom do końca.

Jej pogrzeb miał miejsce w katedrze w Cumaná. Monsinior Piernat, wikariusz generalny diecezji, przewodniczył ceremoniom pogrzebowym w zastępstwie bp. Sixto Rosa, który nie mógł uczestniczyć w pogrzebie z powodu rekonwalescencji po poważnej chorobie. Zaofiarował on natomiast nowemu zgromadzeniu grobowiec, który należał do jego rodziny i w którym zostało pochowane ciało matki Candelarii. Już wkrótce po jej śmierci cieszyła się ona opinią świętości wśród wenezuelskiego ludu, szczególnie zaś wśród ludności zamieszkującej te miejscowości, z którymi związane było jej życie (Altagracia de Orituco, Cumaná, Isla Margarita). W 1954 roku jej szczątki zostały exhumowane i przetransportowane do domu nowicjackiego w Caracas, gdzie kilkanaście lat później w 1969 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny, który zakończył się w kwietniu 2008 roku.

II Pięć ważnych wydarzeń z życia matki Candelarii

a) „Rewolucja wyzwoleńcza” z 1901 roku: jej otwartość na rzeczywistość

Jedną z najbardziej uderzających cech biografii matki Candelarii była jej otwartość i wrażliwość na rzeczywistość, która ją otaczała. W roku 1901 wybuchła tzw. „rewolucja wyzwoleńcza”, która przyczyniła się do śmierci, inwalidztwa, wzrostu liczby sierot a także do upowszechnienia się ubóstwa i bezdomności wśród tysięcy osób w Wenezueli, a szczególnie w rejonie Altagracia de Orituco. W poprzednim roku silne trzęsienie ziemi, które miało swoje epicentrum w Caracas zdewastowało prawie cały stan Guárico, okrywając go całunem żałoby, zniszczeń i nędzy. Młoda Zuzanna Paz Castillo poczuła się do głębi poruszona tą rzeczywistością, zwłaszcza zaś straszliwymi warunkami życia ludzi ubogich w tym rejonie. Już wtedy Zuzanna okazywała wielką wrażliwość na los ubogich starając się im pomóc. Z biegiem czasu starała się wytłumaczyć sobie tą potrzebę opiekowania się tymi ludźmi. Bóg przemawiał do niej poprzez te wydarzenia, a Zuzanna wiedziała jak wsłuchiwać się w Jego głos.

Poświęcenie w opiece nad ludźmi potrzebującymi zawsze będzie towarzyszyć jej w życiu. W obliczu wielu innych mniej lub bardziej dramatycznych wydarzeń, matka Candelaria nigdy nie będzie obojętna i zawsze będzie odpowiadać na te wyzwania z tym samym zaangażowaniem. Powtarzana przez nią cały czas ta sama fraza: na pewno to znajdę, stała się sławna. Kiedy któryś z inwalidów potrzebował pewnej rzeczy, której ani ona ani jej towarzyszki nie posiadały, Candelaria zrobiła wszystko co było w jej mocy, aby ją dla niego zdobyć. Zawsze tak czyniła, nigdy nikomu nie odmówiła rzeczy, która była dla takiej osoby najbardziej potrzebna.

W obecnych czasach również bardzo często spotykamy się z przypadkami cierpienia, bólu i ubóstwa. Być może z powodu ciągłego ich ukazywania przez współczesne media, uodporniliśmy się na nie. Wołanie tych, którzy nie mają głosu, nie dochodzi do naszych serc i żyjemy spokojnie mając pełną wiedzę na temat tego, że wielu ludzi przeżywa dramat przemocy i cierpienia.

Świadectwo matki Candelarii jest uderzające. Mówi nam ono o tym, że nie możemy zamknąć naszych oczu na nędzę, nie możemy zgadzać się pośrednio lub też bezpośrednio na istnienie struktur grzechu i zła, które pozwalają, a czasami nawet zachęcają, do powstawania tych dramatów.

Dnia 1 marca 2006 roku, o. Joseph Chalmers, mój poprzednika na urzędzie generała naszego Zakonu, wysłał do całej karmelitańskiej rodziny list z tytułem zapożyczonym z Księgi Wyjścia: Pan słyszy wołanie ubogich. List ten przypomniał nam, że w tradycji karmelitańskiej możemy znaleźć nieustanne ponaglenia do bycia otwartymi na potrzeby naszych braci i sióstr w Karmelu i na świecie. Ojciec Joseph zachęcił nas do tzw. „rozmowy serca”, która poprowadzi do zintensyfikowania naszej wrażliwości na otaczające nas zewsząd problemy. Nie możemy pozostać obojętnymi na cierpienia innych ludzi.

Nasze konstytucje również przypominają nam ten fundamentalny wymiar duchowego życia karmelity we współczesnych czasach oraz ponaglają nas do powzięcia odpowiedzialności za pomoc ludziom doświadczanym przez dramaty współczesności:

Dlatego nie możemy zagłuszyć naszego serca na wołanie uciśnionych, którzy proszą o sprawiedliwość. Musimy wsłuchiwać się i tłumaczyć rzeczywistość z perspektywy ubogich – tych, którzy są prześladowani przez systemy ekonomiczne i polityczne, które w czasach współczesnych panują nad ludzkością. Borykają się oni z wieloma problemami i musimy ustawić nasze priorytety w taki sposób, aby na nie odpowiedzieć. Tak właśnie odkryjemy na nowo Ewangelię rozumianą jako Dobrą Nowinę i Jezusa Chrystusa jako wyzwoliciela ze wszelkich form opresji (Konst. 112-113).

Sobór Watykański II jak również i magisterium papieży, zwłaszcza zaś papieża Leona XIII, aż do dnia dzisiejszego zawsze podkreślało wielką wagę wsłuchiwania się w znaki czasu, wśród których ubóstwo i nieszczęścia naszych braci i sióstr są bez wątpienia najważniejszymi wyzwaniami.

Postać i przykład matki Candelarii są prawdziwymi darami dla Zakonu i Kościoła. Jej bliskość w obliczu bólu i cierpienia a także jej zdolność służenia wypływa w dużej mierze z głębi jej życia wewnętrznego. Jej służba potrzebującym nie powinna być mylona z „cotygodniową solidarnością” z ubogimi ani z filantropią redukowaną do tych słynnych 0.7%. Ona całkowicie poświęciła się tej służbie, a poświęcenie to wypływało z głębokiego życia duchowego, które rozwijało się od wczesnej młodości. Jej służba nie wynikała również z jakichś założeniem ideologicznych, wręcz przeciwnie, była dla niej krzyżem, znakiem jej zupełnego poświęcenia. W czasach współczesnych słowa te straciły już na wartości i unikamy ich używania ze względu na polityczną poprawność. Jednakże matka Candelaria mówi nam dziś, że nie ma prawdziwej solidarności bez poświęcenia, ofiarności, pozbywania się jakiejś części naszych wygód oraz małostkowości i egoizmu. Pamiętajmy, że nie możemy mówić o ubogich bez autentycznego nawrócenia serca, które prowadzi nas do zmiany wartości.

b) Karta pamiątkowa z okazji profesji (1916 rok):

 pobożność eucharystyczna

Dnia 31 grudnia 1916 roku, sześć lat po swoich pierwszych ślubach zakonnych, matka Candelaria złożyła profesję wieczystą. Z tej właśnie okazji przygotowała kartę pamiątkową, na której zamieściła początkowy wers z hymnu Magnificat: Wielbi dusza moja Pana (Łk 1:46), wers wyjęty z listu św. Pawła: Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa (Gal 6:14) oraz inwokację zaczerpniętą z hymnu eucharystycznego napisanego przez św. Tomasza:

Pod zasłoną teraz, Jezu, widzę Cię;

Niech pragnienie serca kiedyś spełni się;

Bym Oblicze Twoje tam oglądać mógł,

Gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg.

Ta mała karta podkreśla następny rys duchowej sylwetki matki Candelarii jakim jest wychwalanie Boga inspirowane przez Maryję, która głosi Jego wielkość; krzyż, który jest centralnym punktem życia duchowego, oraz Eucharystia, która stanowi źródło jej duchowego życia. Niewątpliwie głęboka pobożność eucharystyczna matki Candelarii, która przejawiała się w całym jej życiu, pomaga nam wyjaśnić jej wielką wrażliwość na cierpienia bliźnich.

Jej biografowie podkreślają, że kiedy była mała dziewczynką Zuzanna bardzo często odwiedzała swój kościół parafialny, aby sprawdzić czy wieczna lampka jest zapalona. Później przygotowywała dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, a jako matka Candelaria cały czas pogłębiała zarówno w sobie jak i w swoich siostrach pobożność eucharystyczną.

To połączenie poboczności eucharystycznej i braterskiej ofiarności, które, dodajmy, powinno być dla nas naturalne i spontaniczne, jest bez wątpienia bardzo znaczące. Pobożność eucharystyczna, która nie kieruje naszej uwagi na potrzeby naszych braci, jest podejrzana. Podobnie braterska ofiarność, która nie wskazuje na tajemnicę wspólnoty, którą celebrujemy w Eucharystii, może łatwo zdegradować się do zwykłej ideologii lub też pustego aktywizmu. Eucharystię można opisać za pomocą dwóch pojęć wyjętych z języka fizyki: siły odśrodkowej i dośrodkowej. Można powiedzieć, że ten sakrament jest jednocześnie „siłą dośrodkową” (całe życie jest skondensowane, skrystalizowane itd.) i odśrodkową (Eucharystia kieruje nami, niejako zmuszając nas do „zasiewania” obecności zmartwychwstałego Pana nade wszystko w królestwie śmierci). Matka Candelaria tak właśnie rozumiała ten sakrament i potwierdziła to rozumienie w różnych okolicznościach swojego życia.

Zakładając nowe fundacje zawsze starała się uzyskać pozwolenie na zainstalowanie tabernakulum w kaplicy. Po uzyskaniu potrzebnych pozwoleń spędzała w obecności Jezusa Eucharystycznego bardzo wiele godzin na modlitwie. Kiedy zaś nowa kongregacja napotykała na poważne problemy, które groziły jej egzystencji, miała w zwyczaju mówić: jedyne pocieszenie, które odnajduję, jest w Tabernakulum … Zawsze starała się zaszczepić w swoich siostrach, a zwłaszcza w nowicjuszkach w czasie pełnienia funkcji mistrzyni nowicjatu, głęboką pobożność eucharystyczną. Pewnego razu słyszano jak powiedziała do pewnej znanej osoby: postaraj się zgubić (…), a gdy będą cię szukać, niech znajdą cię przed Najświętszym Sakramentem, wskazując tym samym na to, co często się jej przytrafiało.

Pragnę, abyśmy my, karmelici XXI wieku (zarówno ojcowie, bracia, siostry zakonne, członkowie różnorodnych kongregacji, ludzie świeccy, członkowie trzeciego zakonu), zawsze umieli połączyć pobożność eucharystyczną z ofiarnością. Niech Eucharystia nie będzie redukowana do mechanicznego aktu, do rutyny, która mogłaby się stać skandalem niemalże de-sakracją. Niech praktykowana przez nas sprawiedliwość i pokój na rzecz ubogich będą oparte na ofiarności i miłosierdziu, którego największy wyraz odnajdujemy w Eucharystii, Misterium Zbawienia, obecnym w każdej jej celebracji. Świadectwo matki Candelarii stanowi dla nas w tym względzie wyrazisty przykład.

c) Monsinior Sosa, biskup Cumaná: eklezjalność

Wspominaliśmy już wielokrotnie o duchowym związku jaki łączył matkę Candelarię z ks. Sixto Sosą, który zapoczątkowany został w 1903 roku kiedy ks. Sixto Sosa został wysłany do pracy w parafii Altagracia de Oritico. Zastąpił on w tej parafii ks. Gonzáleza, który również wywarł poważny wpływ na życie młodej Zuzanny.

Ksiądz Sixto Sosa służąc jako kapłan na różnych i odpowiedzialnych stanowiskach pomagał nowej kongregacji, a szczególnie matce Candelarii, w momentach zwątpienia czy rezygnacji. Postać ks. Sixto Sosa oraz jego szczególna rola jaką odegrał w historii tej kongregacji zasługuje na uwagę. Nie bez powodu wenezuelskie siostry karmelitanki uważają, że jest on współzałożycielem ich kongregacji. Na tym miejscu chcę jedynie zaznaczyć, że w maju 1914 roku został mianowany Administratorem Apostolskim Guayana, a rok później, jak o tym wspomnieliśmy powyżej, został mianowany biskupem Claudiópolis. W lutym 1922 roku, bp Sixto Sosa przeprowadził rozmowę z nowym Nuncjuszem Apostolskim, która dotyczyła podziału Diecezji Guayana. Nuncjusz zgodził się z argumentami bp. Sosy i rozpoczął odpowiednią procedurę. W taki właśnie sposób 12 października 1922 roku w czasie trwania pontyfikatu Piusa XI powstała Diecezja Cumaná. Biskup Sixto Sosa został mianowany pierwszym biskupem tej diecezji i przejął swój urząd 30 listopada 1923 roku. Od tego czasu współpraca matki Candelarii z bp. Sixto Sosa stała się jeszcze ściślejsza. Chociaż z wielu powodów nie mogli spotykać się tak często jakby tego chcieli, utrzymywali ze sobą stały kontakt korespondencyjny, pisząc o swoich nadziejach, projektach na przyszłość oraz zmartwieniach niejednokrotnie dotyczących sytuacji tej kruchej kongregacji.

Współpraca matki Candelarii z bp. Sixto Sosa odzwierciedla jeszcze jedną kluczową charakterystykę jej duchowego portretu, którą jest eklezjalność. Matka Candelaria przeżywała swoje powołanie do służby chorym i ubogim jako eklezjalną misję; zawsze uważała i traktowała wszystkie swoje projekty dotyczące założenia nowych fundacji jak również i rozwoju duchowego jako coś na wskroś eklezjalnego. Matka Candelaria działała w zgodzie z pasterzami Kościoła oraz starała się przekazać swoim siostrom jej miłość do stanu kapłańskiego. Nigdy nie pozwalała w swojej obecności mówić źle o kapłanach, nie dlatego, że była nieświadoma ich błędów i ludzkich ograniczeń, lecz przede wszystkim dlatego, że uważała taką krytykę, szczególnie wtedy kiedy nie miała ona nic wspólnego z rzeczywistością, za szczególnie szkodliwą dla Kościoła i wiary.

Jest prawdą, że matka Candelaria miała szczęście prawie zawsze spotykać na swej drodze prawdziwie mądrych duszpasterzy, którzy potrafili docenić jej powołanie, intuicję, oraz zdolność do służenia. W tym kontekście należy również podkreślić fakt, że umiała ona uchwycić wagę „eklezjalności” w historii oraz jej znaczenia dla rozpoznawania autentyczności powołania. Nawet w najbardziej trudnych chwilach, kiedy myślała, że jej kongregacja nie będzie wstanie przetrwać, gdyż wszystkie drzwi są przed nimi zamknięte, Matka Candelaria nigdy nie straciła głęboko eklezjalnego sensu jej misji oraz dzieła. Chrześcijańska ofiarność ma wymiar eklezjalny, który ujawnia się również i w każdym aspekcie naszej wiary (duchowość, teologia, liturgia, duszpasterstwo). Jest to bardzo ważna charakterystyka chrześcijańskiego życia ponieważ duchowość bez eklezjalności staje się tylko psychologią oraz ćwiczeniem w samopomocy; zaangażowanie w rozwiązywanie trudnych problemów socjalnych bez eklezjalności staje się tylko mało znaczącą praktyką, która może być wykorzystywana w polityce; teologia bez eklezjalności staje się spekulacją i erudycją; liturgia bez eklezjalności staje się estetyką; duszpasterstwo bez eklezjalności staje się tylko formą aktywności rekreacyjnej … W ten sam sposób ofiarność i miłosierdzie ukazujące się w postawie wobec chorych i potrzebujących bez eklezjalności, jakkolwiek heroiczne by one nie były, może oderwać się od „swej centralnej osi wiary” i człowiek może zostać pozbawiony jednej ze swych fundamentalnych motywacji do zaangażowania.

W skrócie, matka Candelaria zawsze czuła, że jest na służbie Kościoła, że jest po stronie Kościoła i że jest wysłana przez Kościół. Była ona po prostu świadoma, że jej misja ma wpływ na wspólnotę eklezjalną. Dlatego też nigdy nie chciała osłabić swej łączności z Kościołem pomimo różnych okoliczności, które ją do tego skłaniały.

Takie rozumienie eklezjalności ma swoje znaczenie dla zdrowej teologii i duchowości. Pluralizm istniejący w dzisiejszym Kościele oraz różnorodność charyzmatów i rodzajów duchowości, pomimo tego, że jest bogactwem Kościoła, może czasami prowadzić do utraty poczucia eklezjalności. Kiedy jakaś kongregacja, zakon lub też prowincja traci swoje związki z Kościołem rozumianym jako uniwersalna wspólnota wierzących, staje się on rodzajem sekty, elitarnej grupy lub też klubu, których członkowie dzielą się ideami, lecz nie chrześcijańską wspólnotą w najgłębszym sensie tego wyrażenia. Niech matka Candelaria pomoże nam przeżywać eklezjalność w duchu współpracy i nade wszystko wspólnoty.

d) Pierwsza rocznica ufundowania Szpitala w Isla Margarita:

centralna rola miłosierdzia i ofiarności

Dnia 12 października 1922 roku w Polimer (Isla Margarita) świętowano pierwszą rocznicę inauguracji „Schroniska dla ubogich”. Z tej okazji zorganizowano wiele ceremonii, które wyrażały radość i dziękczynienie z okazji pierwszej rocznicy funkcjonowania tej fundacji. Jako ciekawostkę można tutaj przytoczyć fakt, że matka Candelaria poczuwając się do obowiązku opieki nad inwalidą o mało co nie wzięła udziału w tych uroczystościach.

Mamy tutaj do czynienia z kolejną bardzo ważną charakterystyką duchowej sylwetki matki Candelarii, którą jest centralna rola miłosierdzia i ofiarności. Odkryła ona, że rdzeniem chrześcijańskiego życia i jego najbardziej podstawową częścią jest właśnie miłosierdzie i ofiarność, którymi Bóg obdarza ludzkie serce.

Matka Candelaria nie tylko umiała łączyć miłość Boga oraz bliźniego, ale nade wszystko umiała kochać Boga w bliźnim tak, jak w wielu przypadkach wymaga tego od nas Ewangelia. Chrześcijanin, który próbuje poważnie przeżywać swoją wiarę zawsze napotyka na swej drodze przykazanie, które nakazuje mu prowadzić swoje życie w miłości Boga i bliźniego.

Ten właśnie motyw posłużył nam za tytuł tego listu. Matka Candelaria zanotowała w swoim posłaniu do bp. Sixto Sosa w maju 1921 roku, że chce być „pożyteczna” dla Pana i chce „służyć Mu poprzez ubogich”, chorych i bezdomnych:

Nasz Ojcze pragnę, aby Jego Ekscelencja pomógł mi wyprosić od naszego Pana te cnoty, których tak bardzo potrzebuję, aby przeżyć resztę mojego życia, jako że moje dni są krótkie a nasz Pan wypełnił je udrękami, gdyż pragnąc służyć mu poprzez biednych, związałam się z wieloma dziełami, z którymi być może nie będę mogła sobie poradzić.

Matka Candelaria nigdy nie ukrywała, że zdolność do poświęcenia była niezbędna w jej służbie. W naszym nowoczesnym społeczeństwie słowo „poświęcenie” nie cieszy się dobrą sławą. W wielu przypadkach jest ono rozumiane jako coś negatywnego, potencjalnie krzywdzącego ludzką godność. Pomimo tego, pomijając te błędne skojarzenia, należy zauważyć, że poświęcenie jest nieodłącznie związane z życiem chrześcijańskim. Chrześcijaństwo bez poświęcenia jest chrześcijaństwem pozbawionym swej istoty. Wybór dokonywany przez chrześcijanina, który nie „uświęca” (sacrificium – sacrum facere) swojej własnej egzystencji, przeistacza się w jakąś rytualną karykaturę i redukuje związek z Bogiem do jakiejś formy przyjemnej religijnej „przerwy”. Radosna pobożność, połączona ze zrezygnowaniem z własnego egoizmu, które jest często rozumiane jako najważniejsza czy też jedyna reguła kierowania swoim życiem, są nierozłącznymi elementami postępowania człowieka wierzącego, który poważnie traktuje swoją wiarę. Żaden człowiek nie może zrealizować jakiegoś zadania (może to być np. praca, małżeństwo, rodzina, przyjaźń, powołanie) bez pewnej dozy poświęcenia. To jest właśnie ten wymiar krzyża, którego nie można uniknąć w chrześcijańskiej koncepcji egzystencji.

To poświęcenie, tak jak w przypadku życia matki Candelarii, może stać się niezwykłe i heroiczne. Są tacy ludzie, którzy wspomagani łaską Bożą, oddają się na służbę tym, którzy nie mają nic, chorym, porzuconym, oraz tym, którzy nie liczą się w naszych społecznościach, i w ten sposób przeżywają swoje życie. Z tego właśnie powodu, Kościół proponuje przykład matki Candelarii jako przykład dla nas, a naród wenezuelski, który w tak wielkiej liczbie uczestniczył w uroczystości jej beatyfikacji, znalazł w prostocie życia tej pokornej zakonnicy wzniosłość chrześcijańskiego przesłania.

Poświęcenie matki Candelarii nie było smutnym, przygaszonym i melancholijnym rodzajem wyrzeczenia. Candelaria poświęciła się z radością i wspaniałomyślnością oraz zachęcała swoje siostry do takiego poświęcenia. Kiedy jedna z młodszych sióstr pragnęła uniknąć nieprzyjemnych posług przy chorych, matka Candelaria upomniała ją łagodnie lecz stanowczo: Dlaczego nie chcesz mi towarzyszyć w niebie? Zaskoczona siostra niezrozumiała pytania matki, która po chwili wyjaśniła: Ponieważ nie chcesz cierpieć ze mną. Musisz cierpieć jeśli chcesz zaskarbić sobie miejsce w niebie. Innym razem, matka Candelaria wypowiedziała do jednej z sióstr słowa, które przypominają duch misyjny św. Teresy z Lisieux: Dlaczego powinniśmy być zirytowane, moja córko? Starajmy się przeżywać nasze cierpienia w radości, ofiarując je w intencji nawrócenia tylu grzeszników, którzy nie znają Boga, oraz w intencji misjonarzy, którzy starają się ocalić dusze dla nieba…

Inną konsekwencją centralnej roli jaką miłosierdzie i ofiarność miała dla duchowości matki Candelarii była umiejętność spostrzegania Boga w ubogich oraz spostrzegania ubogich jako tych, którzy patrzą na nas oczami Boga. Miała ona w zwyczaju powtarzać swoim siostrom: chorzy są członkami Ciała Chrystusa. Naturalnie takie rozumienie miało decydujący wpływ na jej postawę niezmordowanej służby, jak to wyraziła w motto, które umieściła w jednym ze szpitali: Chorzy są na najważniejsi…

Jednak matka Candelaria nie była (czy też nie zawsze była) typem bohaterki, kobiety z żelaza. Wiedziała, że jest kruchą i słabą kobietą i często powtarzała to swoim siostrom. Mówiąc na temat jednej z zakonnic, która dopiero co umarła, powiedziała z rozbrajającą szczerością: Ona naprawdę była świętą, ja natomiast jestem tylko biedną grzesznicą; i wiele razy powtarzała następującą modlitwę: Niech Bóg będzie uwielbiony w mojej niskości. Miała ona świadomość faktu, że jej miłosierna służba ubogim musi być ciągle „odżywiana” przez łaskę Bożą. Matka Candelaria bardzo często modliła się i uczestniczyła w Eucharystii, rozumiejąc je jako źródła, z których czerpała siły potrzebne w jej aktywności. Modliła się do Boga, aby mogła dalej patrzeć na biednych Jego oczyma z łagodnością i miłosierdziem Ojca. W intymności jej łączności z Bogiem uczyła się jak „dotykać” ludzkiego nieszczęścia, jak traktować kruchość i słabość. Urzeczywistniła ona w ten sposób wspaniałe słowa jego świątobliwości papieża Benedykta XVI z jego Encykliki poświęconej miłosierdziu:

Jeżeli w moim życiu brak zupełnie kontaktu z Bogiem, mogę widzieć w innym człowieku zawsze jedynie innego i nie potrafię rozpoznać w nim obrazu Boga. Jeżeli jednak w moim życiu nie zwracam zupełnie uwagi na drugiego człowieka, starając się być jedynie «pobożnym» i wypełniać swoje «religijne obowiązki», oziębia się także moja relacja z Bogiem. Jest ona wówczas tylko «poprawna», ale pozbawiona miłości. Jedynie moja gotowość do wyjścia naprzeciw bliźniemu, do okazania mu miłości, czyni mnie wrażliwym również na Boga. Jedynie służba bliźniemu otwiera mi oczy na to, co Bóg czyni dla mnie i na to, jak mnie kocha. Święci – myślimy na przykład o błogosławionej Teresie z Kalkuty – czerpali swoją zdolność do miłowania bliźniego, zawsze na nowo, ze spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, a to spotkanie nabierało swego realizmu i głębi właśnie dzięki jej posłudze innym. Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym przykazaniem. Obydwie te miłości jednak czerpią życie z miłości pochodzącej od Boga, który pierwszy nas umiłował (Deus Caritas est, 18)

e) Przyłączenie do Zakonu Karmelitańskiego (marzec 1925 rok): Karmelitańskość

Wspominaliśmy już powyżej, że rozwój młodej kongregacji napotykał na różne problemy związane z jej formalnym kanonicznym przyłączeniem do innego zgromadzenia. Z jednej strony Kodeks Kanoniczny z 1917 roku nakładał ograniczenia na rozprzestrzenianie się nowych kongregacji, z drugiej zaś strony niektóre zgromadzenia, które mogły przyjąć siostry, nie chciały tego uczynić ze względu na styl życia jakie one prowadziły, jak również ze względu na brak stałych dochodów. W początkowych latach swojej historii, nowe zgromadzenie było w stanie przetrwać nie mając uregulowanego statusu kanonicznego, lecz z czasem, kiedy urosło ono w siłę, musiało mieć ustabilizowaną formę kanoniczną. Można rzec, że „ultimatum” w tej sprawie złożył Nuncjusz Apostolski w czasie swojej wizyty u bp. Sixto Sosa w lutym 1922 roku, kiedy to biskup poprosił go o pomoc dotyczącą kanonicznego uregulowania sytuacji nowej kongregacji. Nuncjusz zasugerował, aby siostry przyłączyły się do jakiegoś istniejącego już wtedy zgromadzenia (siostry próbowały to już wcześniej uczynić, niestety bez powodzenia).

Kilka miesięcy później pierwsi karmelici przybyli na Isla Margarita. Okres, w którym karmelici przyjechali do Wenezueli, można określić jako czas ekspansji Zakonu Karmelitańskiego, który nastąpił po długim zastoju, na który złożyło się wiele powodów, jak na przykład sprzedaż gruntów należących do Kościoła w Hiszpanii i w większości krajów europejskich, co z czasem przyczyniło się do uszczuplenia liczebności członków Zakonu. Spotkanie sióstr z dopiero co przybyłymi karmelitami okazało się opatrznościowe i było ono wynikiem stopniowego odradzania się zapału misjonarskiego w Zakonie.

Już od samego początku karmelici mogli stosunkowo łatwo porozumieć się z siostrami, nad którymi sprawowali opiekę duchową. W tym właśnie czasie zrodził się zamiar inkorporowania nowego zgromadzenia do naszego Zakonu, który został później doprowadzony do pomyślnego końca przez matkę Candelarię, o. Eliasza Marię Sendra O.Carm i bp. Sixto Sosa. Najpierw jednak myślano o przyłączeniu sióstr do jakiegoś włączonego już wcześniej do naszego Zakonu zgromadzenia. Ojciec Sendra próbował sprowadzić do Wenezueli „Karmelitańskie Siostry z Orihuela” (której założycielka, matka Elizea Oliver prawdopodobnie wkrótce zostanie beatyfikowana), lecz z powodu różnych trudności, nie przybyły one do tego kraju. W końcu zdecydowano się przyłączyć to nowopowstałe zgromadzenie bezpośrednio do Zakonu. Rezultatem tej decyzji było wysłanie odpowiedniej petycji do Kurii Generalnej w Rzymie.

Dnia 25 marca 1925 roku nadeszła z Rzymu pozytywna odpowiedź na powyższą petycję wraz z dekretem afiliacyjnym podpisanym przez Generała Zakonu o. Eliasa Magennis. Dekret ten został przywitany z wielką radością przez siostry, które od tej pory stały się członkiniami Zakonu Karmelitańskiego i adoptowały karmelitańską duchowość. Od tego czasu zarówno matka Candelaria jak i jej duchowe córki bardzo wzbogaciły Karmel wenezuelski i przeniosły duchowość karmelitańską do tak różnych środowisk i sfer, gdzie bez ich pomocy nie byłaby ona w stanie się zaadoptować.

Niewątpliwie przyłączenie nowego zgromadzenia do Zakonu wykracza poza konkretne ramy okoliczności historycznych, w których się ono dokonało. Było to na pewno opatrznościowe i głęboko ubogacające wydarzenie. Już od samych początków siostry czuły, że znajdują się one pod ochroną karmelitów, którzy sprawowali nad nimi opiekę duchową. Już po upływie kilku miesięcy po przybyciu karmelitów matka Candelaria napisała do bp. Sixto Sosa: Jest to jak wizja z Nieba, od czasu kiedy słowa tych sprawiedliwych ludzi rozbrzmiały w świątyni, wydawało się nam, że sam Bóg przemówił do nas, a później napisała w liście do tego samego adresata: Oni [karmelici] zbierają fundusze na świątynię; roztoczyli również swą opiekę nad nami; gdyby tylko Jego Ekscelencja mógł sprawić, aby stale byli obecni w tej parafii…

Dnia 26 lipca następnego roku matka Candelaria otrzymała habit karmelitański z rąk o. Sandra, który zakończył pełnienie urzędu przeora prowincjalnego w sierpniu 1923 roku i jako komisarz całkowicie poświęcił się misjom w Wenezueli i Puerto Rico. Według kronikarza uroczystość ta, w czasie której wszystkie siostry otrzymały habity karmelitańskie, była bardzo wzruszająca. Matka Candelaria napisała w jednym ze swoich listów:

Siostry, które podróżują do Barcelony, idą bez zewnętrznego habitu karmelitańskiego, lecz mają ten karmelitański habit wypisany w swoich duszach; dzięki niech będą Bogu. Prosimy Was bardzo o modlitwę, gdyż modlitwa rodziców za ich dzieci sięga Nieba.

Na uroczystości tej obecny był o. Ludovico Ayet (męczennik beatyfikowany w październiku 2007 roku). Warto tutaj wspomnieć, że tego samego dnia szesnaście lat później o. Tytus Brandsma został zamordowany zastrzykiem fenolu w obozie koncentracyjnym w Dachau. Tego samego również dnia dwadzieścia pięć lat po śmierci o. Tytusa oddał Bogu życie o. Bartolomé María Xiberta, którego proces beatyfikacyjny jest w toku.

W sierpniu 1926 roku bp. Sixto Sosa mianował matkę Candelarię przełożoną generalną zgromadzenia oraz mistrzynią nowicjatu. Nowicjat został utworzony w Porlamar. Również o. Sendra został poproszony o wzięcie odpowiedzialności za jego kierowanie. Kilka lat później o. Sendra, cierpiąc na ostry artretyzm, będzie zmuszony opuścić swoją umiłowaną misję w Wenezueli i powrócić do Hiszpanii. Matka Candelaria będzie odczuwać tą stratę bardzo dotkliwie. Nasiona karmelitańskiej obecności zaczęły już jednak w tym czasie kiełkować, o czym mogą świadczyć słowa matki Candelarii, jakie wypowiedziała krótko po przyjęciu habitu:

Jestem przekonana, że Jego Ekscelencja jest zadowolony tak bardzo jak ja z tego, że kroczymy i będziemy kroczyć pod opieką karmelitów. Dzięki niech będą Bogu za tak wiele łask.

Zadziwiające, jak często we współczesnych czasach wyrastają z karmelitańskiego pnia nowe gałęzie, tj. nowe kongregacje, które szerzą karmelitański charyzmat i duchowość w każdym zakątku naszej planety, poświęcając się najbardziej potrzebującym, chorym, ubogim, starcom i dzieciom. Jest to piękny znak, który mówi bardzo wiele na temat żywotności Karmelu, wskazując, że ten stary pień jest wciąż żywy i wciąż rodzi nowe formy karmelitańskiego życia. Te nowe kongregacje ubogacają, upiększają i odnawiają Karmel oraz głoszą jego orędzie w środowiskach ludzi marginalizowanych. Wkład matki Candelarii, jej proste i jednocześnie wymowne świadectwo, jak również jej niedawna beatyfikacja są powodem radości dla całej Karmelitańskiej Rodziny: nowa błogosławiona, do której możemy się zwracać o wstawiennictwo, wzór chrześcijańskiego życia i ewangelicznego miłosierdzia, który możemy naśladować; w skrócie dar dla Karmelu, Kościoła i ludzkości.

***

Niech Maryja – Dziewica Karmelu i Gwiazda Poranna, której uroczystość dzisiaj przeżywamy, dalej nas oświeca i prowadzi poprzez burzliwe morze naszego życia. Niech dalej wzbudza w naszej Karmelitańskiej Rodzinie postacie, które, podobnie jak bł. Matka Candelaria od św. Józefa, pomogą nam na nowo odkryć wielkość naszego charyzmatu oraz wesprą nas w pełnym przeżywaniu Ewangelii.

o. Fernando Millán Romeral O.Carm

/przeor generalny/

/tłum.: o.. Janusz Janowiak O.Carm

Korekta: o. Maciej Guzik O.Carm/

/źródło: Biuletyn Informacyjny 2 (Kraków 2010) s. 3-14; Biuletyn Informacyjny 3 (Kraków 2010) s. 3-17.